O autorze
Agnieszka Szpila- mama uroczych i rozwydrzonych, ślicznych ośmioletnich panienek - Helusi i Milenki, lekko "trzepniętych" neurologicznie. W życiu zawodowym: świeżo upieczona pisarka ( w maju, nakładem wydawnictwa W.A.B - obecnie Grupa Foksal, ukaże się jej pierwsza książka), druga zaś właśnie powstaje je w głowie i powoli przelewa się na papier. Od 12 lat "kreatywna" współpracująca z różnymi agencjami reklamowymi, autorka poczytnego bloga "uautystek" oraz tragikomicznego profilu na fb "Łebki od Szpilki", felietonistka miesięcznika GAGA, w którym prowadzi rubrykę "Gadka matki". Prywatnie zakochana w swoim mężczyźnie potężnym, choć niewysokim intelektualiście-piłkarzu, wciąż przegrywającym mecze jeden za drugim, w swoich naprawdę niezwykłych dzieciach i w życiu!

"Krew pot i łzy, czyli dlaczego warto od czasu do czasu iść ze swoim chłopakiem na wojnę?"

Właściwie, powinnam od razu uściślić, iz nie chodzi bynajmniej o stanięcie z nim ramię w ramię, w myśl obrzydliwie maskulinistycznej zasady BROTHERS IN ARMS, a raczej o wypowiedzenie mu wojny. O wywieszenie na dachu drewutni flagi pirackiej , o zabarykadowanie się w swoich poglądach a nawet o rzucenie słownym granatem! O wywołanie emocji, które wybija go z rytmu codzienności i wykopią z za wygodnego fotela!
Otóż, warto zrozumieć, że naszemu mężczyźnie ta wojna jest od czasu do czasu potrzebna! Jak srebrnemu sztyletowi kropla krwi na samym ostrzu, jak misericordii bogata ornamentyka rękojeści, jak karabinowi naboje i spust, wreszcie! A skoro nie mogą z nim na nią wyruszyć inni mężczyźni, bo wszyscy zajęci są spłacaniem kredytów, kupowaniem kosiarek, rozpalaniem grilla lub zmianą kanałów w pilocie, musimy na nia wyruszyć my - niewiasty!
Nasz chłopiec, kochanek, partner, mąż, mając przez cały czas rozważną i romantyczną dziewicę przy swoim boku może się poczuć za pewnie, a wówczas, w jego żyłach krew się rozleniwi, plemniki również, wszystkie płyny ustrojowe staną się lepkie jak syrop pini, a wówczas z namiętności, zrywania zębami naszej kusej koszulki nocnej, rozrywania rozpalonymi żądzą jak żelazkiem paluszkami staników, dobierania się do nas w kinie, w windzie, w aucie, w lesie - nici! Namiętność bowiem nie cierpi nudy! Nuda to zastój. Nuda to biegun przeciwny pożądania, nuda to najwiekszy zabójca libido! Czy o to nam właśnie chodzi - by w naszych związkach ledwie się tliło? By miast kipieć z żaru i tracić w sypialni zmysły, wcierać po kryjomu lubrykant pozwalający zasymulować podniecenie?
Nie gniewajcie się na mnie Dziewczyny! Wybaczcie, jeśli się mylę, jednak intuicja podpowiada mi, że najgłupszą rzeczą jaką możemy zrobić jest zaprzyjaźnienie się z własnym facetem. Przyjaźń oznacza, w zdecydowanej większości przypadków, zapowiedź końca seksu. Dlatego, z przejęciem i prawdziwą dzikością serca, namawiam Was czule do pójścia choć raz w miesiącu, ale na przekór męzczyznom, wcale nie na dzień lub dwa przed okresem, tylko ot tak, w samym środeczku pieprzonego cyklu, na wojnę! Róbcie dym, jako i ja go robie, a potem płaczcie, szlochajcie! Rozjuszcie, a potem własną niby bezradnością wzruszcie do łez, zaraz po odegraniu roli kata (możecie to zrobić od czasu do czasu i jako domina!), przyjmijcie szybciutko, zanim się biedaczysko połapie, rolę ofiary, kurwa - Sierotki Marysi, Kopciuszka, czy nawet Dziewczynki z Zapalkami - jest koniec maja, nie bójcie się, i tak nie zamarzniecie na ulicy! A Wasz ukochany, zbity z tropu, zacznie wtedy wpadać w te sidła i się nad wami rozczulać... I to jest właśnie moment najpiękniejszy, bo dokładnie w tej chwili opisywana sytuacja może, dzięki Wam, dojść do jeszcze jednej, najbardziej pikantnej przekrętki - gdy usidlicie już gadzinę na łzy, po tym , jak emocjonalnie przejedziecie ją uprzednio tramwajem, zaciągnijcie ją czem prędzej do łóżka! I wtedy znowu surowo ukażcie! Żeby się broń boże nie przyzwyczaiła do Was jako do biednej płaczącej sierotki. Sierotka nie idiotka - służyła tylko za wabik! Teraz czas na "pejczyk". Może nim być obcas szpilki albo niegrzeczne słowo, albo jeszcze niby karcące pociagnięcie za ucho - cokolwiek Wam przyjdzie do głowy. Pamiętajcie, by w owym, decydujacym, momencie posiąść gadzinę, a nie być przez nią posiadaną, czy dosiadaną! To my jesteśmy w tej grze jeźdźcami Apokalipsy!
Po zafudnowaniu ukochanemu mężczyźnie takiej jazdy oraz traktatu pokojowego a raczej łóżkowego, możecie znowu isc w przyjaźń... Byle nie na za długo, kobiety!:-)

Ja, po wczorajszej wojnie i burzliwie zawartym traktaciku, dziś jestem przymilną wiewiórką, ćmą, sarenką, lisicą, nornicą, a nade wszystko MODLISZKĄ i LARWĄ! Bo taka moja natura, amen.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...