O autorze
Agnieszka Szpila- mama uroczych i rozwydrzonych, ślicznych ośmioletnich panienek - Helusi i Milenki, lekko "trzepniętych" neurologicznie. W życiu zawodowym: świeżo upieczona pisarka ( w maju, nakładem wydawnictwa W.A.B - obecnie Grupa Foksal, ukaże się jej pierwsza książka), druga zaś właśnie powstaje je w głowie i powoli przelewa się na papier. Od 12 lat "kreatywna" współpracująca z różnymi agencjami reklamowymi, autorka poczytnego bloga "uautystek" oraz tragikomicznego profilu na fb "Łebki od Szpilki", felietonistka miesięcznika GAGA, w którym prowadzi rubrykę "Gadka matki". Prywatnie zakochana w swoim mężczyźnie potężnym, choć niewysokim intelektualiście-piłkarzu, wciąż przegrywającym mecze jeden za drugim, w swoich naprawdę niezwykłych dzieciach i w życiu!

HOMO-WIADOMO!

Nie chcę przez ten tekst wpisać się w poczet Polaków władających piórem i piszących ostre (Żulczyk) lub eleganckie (Dehnel) teksty o sprawie młodego homoseksualisty - Dominika, który odebrał sobie życie nie mogąc znieść hejtu rówieśników. Chcę Wam tylko opowiedzieć o moich przyjaciołach - gejach i lesbijkach - za którymi poszłabym i na koniec świata, gdybyście ich tam chcieli kiedyś wygnać. Większość z nich znam od ponad 20 lat. Nigdy z nikim nie byłam bliżej. Żyję w ich życiu, a oni żyją w moim. Nie wiążą nas żadne więzi rodzinne, a mimo to są moimi braćmi i siostrami. Choć, przyznaję, z braćmi żyję bliżej.

Kocham rozmawiać z nimi w nocy, gdy światło księżyca wsuwa się delikatnie przez okno do pokoiku na Tęczowej i wylizuje piękne drewniane podłogi. Kocham przymierzać z jednym z nich najnowsze ciuchy z TK MAXX'A. Nigdy nie robię tego z żadnymi dziewczynami. Kocham świntuszyć, jak sprośna staruszka śpiewająca piosenki o wronie bez ogona, kocham roztrząsać temat fellatio w kontekście poezji Catullusa, kocham rozpieprzać z nimi filozoficzne teksty Foucault'a po to, by zaraz potem słuchać Wioletty Villas! Słuchać, to mało powiedziane! Płakać przy Niej! I płakać przy Jędrusik. Dać sobie przyzwolenie na to, by ta najbardziej czysta i najbardziej kiczowata ( świadomie!) część duszy, która nie znajduje ujścia w popierdolonym i nudnym świecie hetero, nagle rozkwitła pomponiastą kaliną, różową jak usta kurewki spod dworca różą i ... szarotką - symbolem Bawarczyków, w swoich śmiesznych zgejonych spodenkach. Z nikim, naprawdę z nikim na całym tym świecie nie śmiałam się tak prawdziwie z przepony, jak z moimi homoseksualnymi przyjaciółmi!

Inny mój przyjaciel gej, gdy dowiedział się wiele lat temu, że ma HIV i za kilka miesięcy umrze, poszedł do galerii handlowej, po to, by stanąć przed witryną Maxa Mary i zeskanować w swych oczach kolekcję jesienno-zimową, bo był przekonany o tym, że wiosenno-letniej już nie dożyje! Kto z Was, heteroseksualni śmiertelnicy, pokusiłby się to taką lekkość bytu, gdyby Wam śmierć zajrzała do nietkniętego przez żadnego homoseksualistę gardła?
W absolutnie naiwny, czysty, dziecinny sposób kocham wszystkich homoseksualistów, jakich znam. Z każdym z nich łączą mnie inne relacje. Mój przyjaciel-fryzjer prowadząc ze mną uduchowioną rozmowę na temat duszy, karmy i podążania w stronę Dobra i Światła, pokazuje mi w tym samym momencie pięknego penisa swojego czarnoskórego kochanka! i daje instrukcje dotyczące miłości oralnej, dzieli ze mną swoje odkrycia! Co w tym złego? Czy z naszego spotkania wynikną dla tego świata jakieś konflikty polityczne, klęski żywiołowe, czy wojny? Mam z moimi przyjaciółmi-gejemi, i dzięki nim, przepiękny teatr w życiu. Mam z nimi barok! W całym tym oszalałym na punkcie modernizmu ( nudnego i funkcjonalnego jak heteroseksualizm, nota bene!) światku, wreszcie jest ktoś, kto zachwyca się pucułowatą dupiną pozłacanych aniołków! I stawia operę ponad smęcącego i snującego Wagnera! Naturalnie, zakładam, że wśród homoseksualistów są tacy, co kochają minimalistyczny design, ale nie wyprą się jednocześnie radości z Campu! To właśnie Ci, campowaci nawet nie na zewnątrz, a w sercu, stanowią rdzeń mojej deklaracji Miłości. To dzięki Nim mój teoretyzujący i wiecznie coś analizujący umysł nagle przegrywa z domagająca się blichtru, teatru i kiczu duszą!


Wiem, że część z Was będzie chciała po tym tekście mnie opluć, ale nie byłabym sobą, gdybym nie napisała, że ten zwykły, heteroseksualny świat jest dla mnie za duszny i za mały. Moja dusza potrzebuje homoseksualnej widowni i partycypacji w homoseksualnym świecie. I w życiu pojmowanym tak, jak pojmują je moi przyjaciele i Maryla Rodowicz, czyli - jak BAL!
Więc, cytując osiecką: NA bal! marsz na bal!

Trwa ładowanie komentarzy...