O autorze
Agnieszka Szpila- mama uroczych i rozwydrzonych, ślicznych ośmioletnich panienek - Helusi i Milenki, lekko "trzepniętych" neurologicznie. W życiu zawodowym: świeżo upieczona pisarka ( w maju, nakładem wydawnictwa W.A.B - obecnie Grupa Foksal, ukaże się jej pierwsza książka), druga zaś właśnie powstaje je w głowie i powoli przelewa się na papier. Od 12 lat "kreatywna" współpracująca z różnymi agencjami reklamowymi, autorka poczytnego bloga "uautystek" oraz tragikomicznego profilu na fb "Łebki od Szpilki", felietonistka miesięcznika GAGA, w którym prowadzi rubrykę "Gadka matki". Prywatnie zakochana w swoim mężczyźnie potężnym, choć niewysokim intelektualiście-piłkarzu, wciąż przegrywającym mecze jeden za drugim, w swoich naprawdę niezwykłych dzieciach i w życiu!

"BIG MAMA". Czyli pieprzyć odchudzanie!

Miesiące katorgi, hektolitry skroplonej wody o zasoleniu przypominającym swoim poziomem to z Morza Martwego lub abażurów w Kopalni Soli w Wieliczce i tylko 3 centymetry w talii mniej?!!!

A ile litrów lodów pistacjowych w Jednorożcu zmarnowanych na chude jak wieszaki dziunie, które choćby pożarły kubły na śmieci wypełnione po brzegi lodami, eklerkami, napoleonkami, czy perwersyjnie słodkim Tiramisu i tak nie przybrałyby na wadze nawet ćwierć funta! O nie! Ta niesprawiedliwość dziejowa doskwierająca głównie typom pyknicznym, takim jak ja, już mi się przeżarła! Ile można sobie odmawiać? Ile jeszcze tego dobra stracić?

Bazyliszkowe cukrojebne oko
Codziennie, przejeżdżając Rakowiecką obok Galerii Wypieków, omal nie powoduję potężnego karambolu, bo zawsze na moment, na nano-cukro-sekundę obracam głowę, by zlustrować swym bazyliszkowym cukrojebnym okiem, czy aby na ostatniej półeczce w szklanej garmażerce nie czeka na mnie SERDUSZKO - serniczek na zimno oblany malinową galaretą, w której, niczym w bursztynie, zastygły mrożonki owoców leśnych!

A nieopodal sklepik, w którym pietrzą się Hagen Daasy! Te z belgijskimi pralinami i te z kawałkami karmelu, te sernikowe i te nowe - jagodowe - które jakiś chory psychicznie copywriter okrasił epickim pod wzgledem długości tekstem, miast zawrzeć tam tylko ostatnie zdanie: "Bez kompromisów". Wystarczyło by!


Och, jak ja za tym zdaniem bezkompromisowo doprawdy od jutra podążać będę! Jak spalę z rana na Polu Mokotowskim, pełnym walczących z przemijaniem i wpisanym w nie tyciem, idiotów ubranych w niby oddychające tkaniny sportowe outfity, na dowód swojej wielkiej życiowej porażki i Najkunie air maxy i Asixy, a wszystkie z Allegro, wszystkie po jakimś innym walczącym z własną śmiertelnością i tkanka tłuszczową wariatem, bo na nowe kasy nie miałam, ale za to wyprane po stokroć więc czyste, więc moje!

O, jak latać nauczę skarpetki do biegania, które malutkie chińskie dzieci zrobiły swymi łapkami tak niegramotnie, że sie przędza rozeszła juz po pierwszym biegu! O, jak się nachapię jutro fryteczek belgijskich z dwoma sosami - i z suszonych pomidorów, i z pesto, a potem dorzucę do ognia o wolnym jak zółw metabolizmie, choć ponoć chińskie zioła goryczą przypominające piołun i cykute miały to wszystko spalać tak szybko jak współczesne krematoria - trzask prask i vanitas, vanitatum et omnia vanitas, jeszcze mus czekoladowy z Żurawiej, a co! A niech mnie ten cukier wreszcie w mózg jebnie! Gorzej nie będzie!

Odchudzam się całe życie
Matka z ojcem chleb mi zabrali jak skończyłam 3 lata, bo tyłam tak, że koła od spacerówki odpadały! A jak karmiłam piersią, to wszyscy mowili, Szpilunia bedziesz teraz taakaaa chudziutka, a ja mało jadłam, miseczkę ryżu i wodą pipijałam i waga się mnie jak rzep psiego ogona trzymała! I wskazówki wagi wcale nie drgnęły. A moje szczuplutkie koleżaneczki jak tylko zaczynały karmić swe dzieci piersią, natychmiast się kurczyły, gubiły po dwa rozmiary!

To ja się wobec tego się pytam tępego i zapewne obrzydliwie wychudzonego ABSOLUTU: Gdzie, do kurwiej maci, jest sprawiedliwość?! I oświadczam, że od dziś kierować się bedę już tylko maksymą dziadka świnki Peppy, która brzmi: "pieczonych ziemniaczków nigdy dość!". I wytatuuję sobie te filozoficzną myśl po łacinie. Jako hedonistyczną sentencję!

P.S. Moja babcia Lodzia zawsze powtarzała, że chce umrzeć jedząc. Kto wie, czy kiedyś, ot tak - na pohybel tym wszystkim biegającym ku nieśmiertelności biedakom - nie pójdę w jej ślady!?
Trwa ładowanie komentarzy...